Ulepszamy seks

Tak to już jest, że kiedy przychodzi grudzień dla części z nas pomysły na podsumowania i postanowienia przychodzą same. W tym czasie wielu moich pacjentów poświęca sesje na rozliczenie się z minionym rokiem i podejmuje decyzje w związku z tym, który nadchodzi. Leitmotivem postanowień noworocznych są oczywiście: zmiana nawyków żywieniowych, rzucenie palenia, rozpoczęcie aktywności ruchowej, nauka języków obcych. Znaczna grupa moich klientów, (subtelnie przeze mnie zachęcana ;) ) podejmuje również zastanowienie nad tym co chce lub zamierza poprawić/zmienić w relacjach. Co ciekawe niewiele osób czyni „postanowienia” w obszarze seksu. Mimo, że ten nierzadko odbiega od ich oczekiwań.
Np. Jagoda. Ma lat 35, jest w związku od 7 lat, ma 3 letniego syna. Spotykamy się, ponieważ jej osobiste życie Jagoda ocenia jako puste, nudne. Seks w swoim związku widzi podobnie. Kiedy pytam czy chciałaby coś w tej sprawie odpowiada: „No pewnie, że bym chciała. Ale czy to jest w ogóle możliwe? Czy można wskrzesić coś co umarło? Czy można sobie postanowić, że teraz będzie namiętnie? Przecież to się samo dzieje.”
Albo Tadeusz (lat 49, w małżeństwie od lat 21, dwoje nastoletnich dzieci) – deklaruje, że jednym z ważniejszych obszarów w jego życiu zawsze był seks. Od kilku lat ta sfera mocno podupadła. Tadeusz twierdzi, że z braku czasu. Jednocześnie w jego planach na przyszły rok jest: remont domu, realizacja ważnego projektu w pracy, kupno motoru. O seksie – ani słowa. Mimo, że Tadeusz postrzega go jako priorytet.
Jagoda i Tadeusz reprezentują dwa bardzo powszechne stanowiska w kwestii seksu. Pierwsze – że seks się po prostu dzieje a my nie mamy specjalnie na niego wpływu; drugie – że nie mamy czasu  się nad nim pochylić i liczymy, że „coś się któregoś dnia odmieni”. Przekonanie, iż wielka miłość zaowocuje udanym związkiem, w którym seks „sam się załatwi” w mojej opinii przynosi wiele szkód. Znam wiele par, które uznały, że „się w tej sferze nie dobrały” i postanowiły się rozstać. Czasem po to, by po paru latach stwierdzić, że owo „dobranie w seksie” wcale nie jest zero-jedynkowe: dobraliście się lub nie. I że być może można było coś w tej sprawie zrobić. Zarówno w kwestii utrzymania związku, jak i w sprawie podniesienia jakości swojego życia seksualnego. Bo można. Niewiele da się zrobić jedynie w dwóch przypadkach: gdy nie ma już żadnej więzi emocjonalnej oraz gdy związek i seks ratuje tylko jedno z partnerów. W pozostałych sytuacjach – zazwyczaj można coś zdziałać. Renowacja związku mimo sytuacyjnie kiepskiego seksu jest możliwa, a seks można poprawić. Ale aby mieć lepszy seks trzeba zająć się nim na dobre. Trzeba poświęcić mu czas, energię, uwagę. W końcu każda z powtarzanych czynności życiowych, jeśli nie będzie wsparta dodatkowymi staraniami i właściwą porcją czasu – zblednie. Stanie się nudna i nieciekawa. Praca nad seksem wymaga starań i systematyczności. Wymaga pewnego wysiłku. Ale wysiłku przyjemnego i z reguły dość szybko przynoszącego zauważalne efekty.

Co możesz zrobić, żeby mieć lepszy seks?

SAMODZIELNIE

Pochyl się nad własną seksualnością

Jesteśmy istotami seksualnymi – od urodzenia, aż do śmierci. Seksualność nie sprowadza się jedynie do wieczornego incydentu w postaci aktu płciowego. Nasz seks (czy go mamy czy nie, czy jest jakościowy czy byle jaki) i nasza seksualność ma związek z całością naszego życia. Seks wpływa na nasze zdrowie psychofizyczne, na nasz poziom energii, na naszą kreatywność, samoocenę, na nasze relacje, decyzje itp. Dlatego też – ma znaczenie. I warto poświęcić mu czas i uwagę. To czego potrzebujesz to pochylić się nad swoją seksualnością z cierpliwością, wyrozumiałością, życzliwością i czułością. Będzie Ci to potrzebne, gdy okaże się, że efekty nie przychodzą tak szybko jakbyś chciał/a lub też chwilowo nie są zadowalające. Pamiętaj, że żaden proces nauki nie jest linearny. Okresy osiągnięć i porażek przeplatają się ze sobą i jest to w pełni naturalne.

Nawiąż kontakt z ciałem

Żyjemy w czasach, w których obsesja na punkcie ciała sięgnęła zenitu. Ciągle jesteśmy z naszych ciał niezadowoleni, wciąż chcemy je poprawiać i ulepszać. Poświęcamy temu masę czasu i uwagi. Ryzykujemy własne zdrowie, a nawet życie, aby osiągnąć wreszcie swój niedościgniony ideał. Jednocześnie jeszcze nigdy wcześniej nie byliśmy tak skrajnie od naszych ciał oddzieleni. Jesteśmy napięci, usztywnieni, prawie nie oddychamy. Nie umiemy rozpoznać właściwych potrzeb ciała. Nie potrafimy rozpoznać emocji (one przecież manifestują się w ciele). Nic dziwnego, że seks jest dla nas mdły. To do czego Cię zapraszam to do wejścia w kontakt z ciałem. Pomocne tu mogą być wszelkie techniki medytacyjne, midfullnes czy tzw. skanowanie ciała (inaczej – przyglądanie się temu co się dzieje w ciele). Celem nie jest zapanowanie nad ciałem czy jego kontrola, ale pogłębienie odczuwania i zrozumienia swojego ciała. Jeśli będziesz czuł/a i rozumiał/a swoje ciało – będziesz wiedział/a co się w Tobie dzieje. Efektem dobrego, głębokiego kontaktu  z ciałem jest poczucie wewnętrznej spójności. Człowiek, który jest zintegrowany odczuwa łączność z emocjami, zmysłami, intuicją i intelektem.

Afirmuj cielesność

Ignorując znaczenie ciała w swoim życiu – odrzucasz seks. Zaakceptuj i uznaj – masz ciało. Więcej – jesteś RÓWNIEŻ swoim ciałem. Ciało jest nośnikiem Twojej energii seksualnej. Możesz ją krępować, oceniać, pacyfikować lub też możesz ją uszanować, docenić i pozwolić jej swobodnie płynąć. Czynisz to m.in. poprzez stosunek do własnego ciała. Dlatego ja zachęcam Cię do stopniowej zmiany Twojego stosunku do własnej cielesności. Zachęcam Cię do akceptacji. Do okazania swojemu ciału wdzięczności – za to, że jest, że jest tak w swej niedoskonałości doskonałe, za to, że dzięki ciału doświadczasz. Zachęcam Cię do otoczenia ciała opieką- choćby w zamian za to jaką wykonuje dla Ciebie pracę. Każdego dnia!

Weź odpowiedzialność za swój seks

Ileż ja to razy słyszałam! Od kobiet, że „są w seksie jakie są, bo nie mają odpowiedniego partnera, który by je rozbudził; że to mężczyzna uczy kobietę; że kobiecie nie wypada”. Od mężczyzn, „że ich partnerka jest zimna, przewidywalna, bierna”. Itd., itd. Oczywiście – w seksie sami nic nie zdziałamy. Choć odrobina otwartości i woli po drugiej stronie, by poszerzać i pogłębiać doświadczenia być musi. Jednakże nazbyt często „zganiamy winę” na partnera. Liczymy, że to ON zrobi, że to ONA się zmieni. A gdybyśmy zapytali siebie uczciwie – a co ja zrobiłam/łem w sprawie swojego seksu oprócz wypominania błędów partnerowi? Co ja zrobiła/łem w sprawie dowiedzenia się od siebie co lubię, gdzie mieszczą się moje strefy erogenne, co mnie podnieca, jakie są moje potrzeby, pragnienia i fantazje? Czy przeczytała/łem choćby jedną książkę na temat seksu, aby dowiedzieć się czegoś więcej o sobie i swoim partnerze/swojej partnerce? Mam poczucie, że oddawanie swojego seksu w ręce partnera dotyczy w dużej mierze kobiet. Przepraszam, Drogie Panie za być może trudną konstatację, ale takie są moje obserwacje. Mówię to po to, abyście mogły w końcu przestać czekać na księcia, który zbudzi Was ze snu i abyście mogły zbudzić, a może dosłowniej – rozbudzić się same. Może wtedy kobiety przestaną potrzebować śnić i fantazjować o boskim macho, który przyniesie im to czego same nie potrafią (boją się?) dawać sobie – siłę, niezależność, moc decydowania i wybierania. Natomiast jeśli chodzi o Panów to oczywiście i u nich całkowite oddanie swojego seksu w ręce partnerki może objawiać się podobnie – ostrożnością i wycofaniem w kontakcie z nią przy jednoczesnym fantazjowaniu o wyuzdanej kochance. Może też prowadzić do zachowań wskazujących na nieumiejętność zarządzania swoją energią seksualną w sposób bezpieczny dla relacji np. zdrady w sytuacji czasowej abstynencji seksualnej z partnerką, która to też się zdarza i jest wpisana w większość długotrwałych związków (zagrożona ciąża, połóg, choroba, wzmożony stres etc).

Przykładowe ćwiczenia:

*Zrób listę rzeczy, które mogą ożywić Twoje życie seksualne. Każdego dnia przeprowadź jedną ożywiającą Cię aktywność. Jeśli to za często – zrób to chociaż raz w tygodniu.

* Dla kobiet: Ćwicz mięśnie dna miednicy
Odpowiadają one nie tylko za prawidłowe utrzymanie moczu, lecz także mają wpływ na siłę przeżywanych orgazmów. Wzmocnione – odwdzięczą Ci się doznaniami podczas uprawiania miłości. Jak je zlokalizować? Siedząc na sedesie z szeroko rozstawionymi kolanami, rozpocznij oddawanie moczu i powstrzymaj je całkowicie, jednocześnie starając się wyczuć, które mięśnie wtedy pracują. Pamiętaj, że tego typu wstrzymywanie moczu ma tylko pomóc w poznaniu mięśni dna miednicy. Przetrzymywanie moczu w pęcherzu może doprowadzić do jego zapalenia. Ćwicz mięśnie napinając je i rozluźniając. Na początku ćwicz na leżąco, na plecach, z ugiętymi nogami w kolanach, gdy nabierzesz wprawy, także siedząc i stojąc. Staraj się, by skurcz mięśni był coraz dłuższy, ale po każdym rozluźniaj mięśnie (przerwa między skurczami ma być na początku 2 razy dłuższa niż sam skurcz). Ćwicz codziennie. W jednej serii wykonuj 10 powtórzeń i tak 3 razy dziennie. Nie napinaj mięśni brzucha. Pilnuj, by podczas skurczu pośladki i uda były rozluźnione. Zwróć uwagę, aby podczas ćwiczeń nie wstrzymywać oddechu.

*Uprawiaj samomiłość
W niektórych środowiskach masturbacja jest oceniana jako wysoce niestosowna czy wręcz niedopuszczalna. Moim zdaniem, jeśli nie jest uprawiana w sposób kompulsywny, bądź jako zastępstwo uprawiania miłości z partnerem jest czymś po pierwsze naturalnym, po drugie – służy dobrym celom. M.in.: zyskaniu bezpieczeństwa w kontakcie ze swoją energią seksualną, odnajdywaniu jej i oswajaniu. Pamiętaj, że na randce ze sobą orgazm nie jest celem. Jest nim możliwość poznania swoich seksualnych i emocjonalnych reakcji.

Zmysłuj

Gdyby nie zmysły – seks byłby naprawdę jakąś przedziwną czynnością. To doznania wzrokowe, zapachowe, słuchowe, dotykowe sprawiają, że seks (dobry seks) jest doświadczeniem tak silnym, tak przyjemnym, tak metafizycznym. Dlatego ważne jest, aby rozwijać receptywność. Jak to robić? Po pierwsze – pozwól się porwać wrażeniom zmysłowym, które napływają do nas codziennie. Daj się zaprzątnąć i nasycić tym co widzisz, słyszysz, czujesz wokół. Po drugie – prowadź testy na zmysły. Wchodź w różne doświadczenia bez oczekiwań i bez autocenzury i oceń co działa a co nie. Buduj życie na realnych doświadczeniach, nie teoriach czy doświadczeniach innych.

Pomocne ćwiczenia:

*Jedz z zawiązanymi oczami
*Wąchaj jedzenie
*Spędź kilka godzin z zamkniętymi oczami
*Wąchaj wszystko co zdołasz (sprawdź np. jak pachnie cos czego nigdy nie wąchałaś/łeś świadomie np. samochód)
*Dotykaj wszystkiego czego możesz (badaj strukturę etc)
*Poznawaj nowe miejsca nie tylko oczami, ale dotykiem, węchem
*Przywołuj wspomnienia zmysłowe (zapachowe, wzrokowe, słuchowe)
*Zwróć uwagę na zmiany np. światła, temperatury, wilgotności

Odczuwaj

Jedną z możliwych przyczyn, z powodu której seks nie sprawia nam przyjemności jest nasze odcięcie od emocji. Odcinamy się od uczuć przeważnie wtedy, gdy jest w nas sporo bólu, żalu, złości, lęku – czyli tego co nieprzyjemne. Kłopot tylko polega na tym, że człowiek nie może zamknąć się selektywnie. Nie może postanowić, że bólu to on czuć nie będzie, ale rozkosz – z miłą chęcią. Albo się na przeżywanie otwierasz albo zamykasz. Nie ma innej drogi. Taki to paradoks, że przyjemne uczucia wiodą poprzez zgodę na te, których nie lubimy. Dlatego trzeba się otworzyć najpierw na doświadczenie bólu, który w sobie nosimy. Trzeba go przeżyć – tyle ile jest. Nie więcej, nie mniej. Kiedy zgodzisz się na jego istnienie i wpuścisz do swojego świata wewnętrznego, wraz z nim przyjdą też inne przeżycia – wzruszenie, przyjemność, radość.

*Oddychaj
czyli zacznij oddychać bardziej świadomie, praktykuj ćwiczenia oddechowe. W pogłębianiu odczuwania oddech ma kolosalne znaczenie. Oddech dodatkowo wzmacnia podniecenie, wydłuża czas erekcji, pogłębia siłę orgazmu.

*Doświadczaj, nie oceniaj
Zazwyczaj kiedy doświadczamy jakiś emocji dokonujemy ich obróbki – intelektualnej i ocennej. W nieskończoność analizujemy dlaczego czujemy to co czujemy, nadajemy przeżyciom etykietki, że to głupie, bez sensu, niepotrzebne itd., itd. Obejrzenie emocji z dystansu jest cenne o ile najpierw pozwolimy sobie na ich przeżycie. A my tę część zazwyczaj omijamy. W ten sposób blokujemy swobodne doświadczenie, które dobrze, aby przez nas przepłynęło. Do tego Cię właśnie zachęcam – do doświadczania. Po prostu. Bez interpretacji. Na to przyjdzie czas później.

Praktykuj uważność

Uważność polega na rozwijaniu umiejętności pełnego skupiania uwagi na tym, co się dzieje tu i teraz, na tym czego aktualnie doświadczasz (na doznaniach, myślach i emocjach). Uważność to pełne zaangażowanie w chwilę obecną, stan dostrojenia z tym co aktualnie się wydarza. Istnieje wiele technik (medytacja, mindfullnes) pogłębiających uważność, do praktyki których bardzo Cię zachęcam. Jeśli jednak na ten moment ustrukturalizowana nauka uważności nie znajduje się na liście Twoich priorytetów to co możesz robić to zatrzymywać się i nie rozpraszać. Chociaż tyle. Pamiętaj też, że uważność lubi ciszę.

Dostarczaj sobie przyjemność

Żeby otworzyć się na seks – potrzebujemy otworzyć się na przyjemność. W końcu po to się kochamy. Dlatego trenuj!

Pomocne ćwiczenia:

*Pracuj z destrukcyjnymi przekonaniami
Jeśli dostrzegasz u siebie pewien opór w kwestii dostarczania sobie przyjemności możliwe, iż stoją za tym jakieś przekonania (prawdopodobnie nabyte). Np. „że na to nie zasługujesz”. Lub też, „że na przyjemność musisz sobie zapracować”. Takich destrukcyjnych przekonań może być bardzo wiele. Samej/samemu może być Ci trudno je rozpoznać, a tym bardziej coś z nimi zrobić. Pomocny może okazać się fachowiec – psycholog albo psychoterapeuta.

*Każdego dnia zrób przynajmniej jedną dobrą i przyjemną rzecz dla siebie. Najlepiej też taką, za którą nie będziesz musiał/a płacić (wyjdź na spacer, wystaw twarz do słońca, wypij herbatę w ulubionej filiżance etc).

*Raz na jakiś czas podaruj sobie tzw. rozkoszny dzień, podczas którego będziesz dostarczać sobie tyle przyjemności ile tylko zdołasz.

*Regularnie się rozluźniaj i relaksuj. Pomocne mogą okazać się wszelkiego rodzaju rozluźniające aktywności i treningi relaksacyjne.

Z PARTNEREM/PARTNERKĄ

Zasilajcie „My”

Jesteś Ty. Jest Twój partner. I jest coś co między sobą nazywacie „MY”. To bardzo konkretny byt, który niestety, ale bez dokarmiania po prostu nie przeżyje. Jedna osoba też nie da rady zasilać go sama. W „My” trzeba inwestować, bo inaczej się wypali. Jak możecie to robić? Choćby poprzez fakt robienia czegoś wspólnie. Lub też robiąc coś dla siebie nawzajem w imię „my”.

Wzbudzajcie chemię

Podstawowym mitem dotyczącej tzw. chemii jest przekonanie, że ta jest albo jej nie ma. I nic na to nie można poradzić. Oczywiście – z jednymi ludźmi nam „klika”, z innymi nie. Ale zakładamy, że z naszym partnerem kiedyś nam „kliknęło”. Czyli baza jest. W takiej sytuacji to co nazywamy chemią można umiejętnie wywołać i wzmacniać. Jak? Głównie poprzez otwartość i pomysłowość.

Pomocne ćwiczenia:

*Systematycznie poszerzajcie swoją strefę komfortu w seksie. Spróbujcie wyrażać siebie swobodniej

*Patrzcie na siebie podczas uprawiania miłości. To nadzwyczaj niedoceniana technika seksualna. Otwarte oczy łączą kochanków na poziomie emocjonalnym. Wzmacniają też przeżycia i doznania.

*Wprowadźcie wspólne oddychanie jako element seksu

*Okazujcie sobie uczucia i namiętność na wszelkie możliwe sposoby

*Dawajcie sobie dowody akceptacji i uznania dla każdej części Waszego ciała

*Chwalcie. Tylko konkretnie i bez porównań. Kiedy komplementujecie partnera w seksie odnoście się mniej do jego umiejętności, a bardziej do Waszego doświadczenia zmysłowego i emocjonalnego. Opisujcie rodzaj przyjemności jakiej partner Wam dostarcza.

*Wprowadźcie do seksu trochę humoru i trochę sakralizacji. Dobry seks tego wymaga.

Rozmawiajcie

Nie tylko oczywiście o seksie, bowiem rozmawianie pogłębia więź i bliskość. Ale w sprawach seksu komunikacja też jest niezbędna. Niestety – bez rozmawiania o seksie nie będzie doskonalenia go. Po prostu – aby coś się zmieniło ludzie potrzebują się porozumieć. A żeby się porozumieć trzeba ze sobą rozmawiać. Dlatego zadawajcie sobie pytania o seks i bycie razem. Zalegające emocje załatwiajcie na bieżąco. Pamiętajcie, że gra wstępna zaczyna się na wiele godzin przed północą. Na to czy chcecie się ze sobą kochać ma wpływ nie tylko to jak partner pachnie czy wygląda, ale przede wszystkim to jakie macie między sobą emocje. Lekceważenie emocji w sprawach seksu sprawdza się tylko w przygodach na jedną noc. Związki  wymagają troski o emocje.

Dotykajcie się

Potrzebujemy dotyku. To nasza najbardziej pierwotna potrzeba. Ludzie bez dotyku umierają – dosłownie. Dla przeżycia bywa on czasem ważniejszy, niż jedzenie. Dotyk to też podstawowe medium porozumiewania się w seksie. Przez dotyk wyrażamy emocje. Dotykiem możemy zbliżyć się do siebie, zmienić nastrój. Zróżnicowany dotyk zmienia jakość seksu i przeciwdziała nudzie. Jednym słowem – dotyk jest ważny. Zaryzykowała bym nawet stwierdzenie, że jeśli istnieje jakiś klucz do kobiecej i męskiej seksualności to jest nią właśnie uważny i świadomy dotyk. Dlatego dotykacie się – dużo, w zróżnicowany sposób i zawsze z pozytywna intencją. Nie unikajcie dotyku konkretnego i zdecydowanego, w którym czuć siłę, pewność i namiętność.