Poczucie odpowiedzialności w relacji

Ostatnio w jednej z rozgłośni radiowych zostałam poproszona o wypowiedź na temat tego co uważam za „rys naszych czasów”. Pytano mnie o to co rzuca mi się w oczy, kiedy przyglądam się światu. A konkretniej – kiedy przyglądam się ludziom. Nie specjalnie lubię dokonywać takich generalizacji, ale zastanowiło mnie to. Przyszło mi do głowy parę obserwacji, jednak za tę, która też mnie najbardziej porusza uznałam nieadekwatną odpowiedzialność. Nieadekwatną czyli albo nadmierną (wobec innych) albo żadną (wobec siebie).
Przykładem nieadekwatnego poczucia odpowiedzialności jest Janka (51 lat). Janka ma męża i dwoje dorosłych dzieci. Na spotkanie przychodzi w poczuciu, że „wszyscy są przeciwko niej”. Jest zdania, że rodzina jej nie szanuje i ją wykorzystuje. Ma pretensje do dzieci o niezaradność i wygodnictwo. Kiedy opowiada mi o swoim życiu zaczynam rozumieć skąd taka postawa bliskich Janki. Ona po prostu ich do tego przyzwyczaiła. Była na każde ich zawołanie, gasiła wszystkie pożary, ratowała sytuacje. Syn skończył liceum właściwie tylko dlatego, że Janka „wychodziła oceny” u nauczycieli. Córka wpadła w długi, bo zainwestowała w mało intratny interes, ale Janka spłaciła wszystko co do grosza. Pytam czy Jance to pasuje. „Oczywiście, że nie. Ale co mam zrobić? Nie pomóc? Odwrócić się od własnych dzieci? Przecież jestem ich matką.” Janka ma objawy depresji. Kiedy rozmawiamy o możliwych sposobach pomocy Janka twierdzi, że „to nie ma sensu, ponieważ jej życie i tak się nie zmieni.” „Chciałam dobrze, ale widać – wrażliwe serce nie jest w cenie. Życie nie jest sprawiedliwe. Trzeba się z tym pogodzić.” Janka nie wygląda jednak na pogodzoną. Raczej na przygnębioną.
Innym przykładem tego co mam na myśli mówiąc o braku odpowiedzialności jest Remek (22). Na wizytę u psychologa namawia go matka, ponieważ nie radzi sobie z agresją i w jej opinii za dużo pije. Remek jest gotowy się z opinią matki zgodzić, ale ma na to wytłumaczenie. „Moje życie od początku jest katastrofą.” Kiedy jednak dopytuję co ma na myśli właściwie trudno mi uchwycić jakiś konkret. Ot, zwykłe codzienne historie rodzinne pt. „moi rodzice nie są idealni”. Remek nie zdał matury, ponieważ „nie miał warunków do nauki”(dużo młodsze, absorbujące rodzeństwo). Z dwóch prac go wyrzucili, ponieważ w jednej kilkukrotnie przyszedł spóźniony („zaledwie parę minut”), w drugiej nie wykonał zlecenia na czas. Remek czuje się jednak pokrzywdzony, ponieważ „nie był najgorszym pracownikiem i każdemu należy się druga szansa.” Na kolejne spotkanie Remek nie przychodzi nie informując mnie o tym. Kiedy do niego dzwonię mówi, że o wizycie zapomniał. Pyta o inny możliwy termin. Kiedy delikatnie daję wyraz swojej złości, ponieważ zarezerwowałam dla niego czas słyszę, że „przecież mówi, że zapomniał, gdyby pamiętał to by był”.

Poczucie winy, wyręczanie, nadopiekuńczość, nadmiarowe chronienie innych przed konsekwencjami, ponoszenie odpowiedzialności za nieswoje błędy, użalanie się nad sobą, pouczanie, udzielanie rad, pomniejszanie naszej odpowiedzialności za sytuację, tłumaczenie się, obwinianie innych za to jak się czujemy, obwinianie innych za to jak wygląda nasze życie – oto przykłady nieadekwatnej odpowiedzialności. Jej nadmiarowości i braku. Osoby mające kłopot z adekwatnym poczuciem odpowiedzialności są albo: smutni, zalęknieni, marudni, zrzędliwi, pasywni, zagubieni, obawiający się podejmowania decyzji i ryzyka albo: zacięci, wrodzy, agresywni, nierzadko uzależnieni. W ich języku można dostrzec następujące sformułowania: „jestem jaki jestem”, „to wszystko przez ojca/szefa/pogodę”, „nic z tym nie można zrobić”, „gdybym tylko miał pieniądze/była ładniejsza/urodził się w innych czasach” itp.

Osoba o adekwatnym poczuciu odpowiedzialności uznaje, że jest sprawcą, tudzież autorem – swoich myśli, uczuć, wyborów, działań, konsekwencji. Taka osoba bierze w pełni odpowiedzialność za to jak wygląda jej życie w sferze fizycznej, intelektualnej i duchowej. Oczywiście jest świadoma pewnych ograniczeń wynikających z sytuacji czy też oddziaływania przeszłych zdarzeń na to co się dzieje teraz, ale bliskie jest jej zdanie, iż „o ile nie ma wpływu na to co z nią zrobiono, zawsze ma wpływ na to co zrobi z tym co z nią zrobiono”.
W związku z powyższym taka osoba:
- nie obwinia innych za to w jakim kierunku toczy się jej życie.
Wie, że jako osoba dorosła (nie mówimy o dzieciach) tylko ona jest za to odpowiedzialna. Niezależnie od przeszłości czy obecnych uwarunkowań jest dysponentem samego siebie.
- odrzuca postawę tłumaczącą dlaczego inni są odpowiedzialni za to kim jest i kim stanie się w przyszłości. W ten sposób odzyskuje kontrolę nad swoim życiem. To ona decyduje jaki nada mu kierunek i sens.
- pracuje nad pozbyciem się złości, wrogości, pesymizmu oraz przygnębienia spowodowanych przeszłymi urazami, krzywdami i złym traktowaniem. Próbuje uwierzyć, że jej bliscy robili tyle ile mogli biorąc pod uwagę ograniczenia ich wiedzy, świadomości i okoliczności.
- nie użala się nad swoimi niepowodzeniami, ponieważ bierze odpowiedzialność za swoje reakcje emocjonalne
- podejmuje decyzję o niezależności od opinii innych – ich sympatii, aprobaty, oczekiwań
- odrzuca błędne mniemanie, że inni w jakiś sposób mogą „coś nam zrobić” – zranić, dotknąć. W gruncie rzeczy pomiędzy bodźcem (czyjeś słowa, czyny) a reakcją (ból, złość) jest miejsce na interpretację. A na tę mamy wpływ.
- uznaje, że odkąd jest dorosła sama decyduje o tym jak rozwinie się jej poczucie własnej wartości. Dlatego też opracowuje dla siebie pozytywne i dowartościowujące skrypty zapewniające jej rozwój osobisty.
- dba o swoje zdrowie psychofizyczne i samopoczucie. W związku z tym podejmuje czynności mających na celu polepszanie zdrowia tj. lepsze zarządzanie czasem, radzenie sobie ze stresem, lękami, zapobieganie wypaleniu itp. Nie czeka aż ktoś lub coś uczyni ją szczęśliwą, bowiem wie, że nikt poza nią nie ma takich kompetencji.
- uznaje, że to ona jest swoim najlepszym kibicem. Zdaje sobie sprawę, że nie jest ani zdrowe ani rozsądne czekanie aż inni dadzą jej powód do zadowolenia z siebie. Starannie i szczerze sporządza rachunek swoich sił, zdolności, talentów, zalet.
- zdejmuje odpowiedzialność z innych, kiedy przychodzi do poniesienia konsekwencji swoich działań czy decyzji. Nie usprawiedliwia się, nie tłumaczy, nie zgania na okoliczności zewnętrzne, nie prosi o „łagodny wymiar kary”, ale „bierze na klatę” to co wziąć powinna, a jeśli trzeba zadośćuczynia i wynagradza.
- używa słów „chcę”, „wybieram”, „decyduję”, ponieważ to oddaje jej życiową postawę, a także tę postawę dodatkowo wzmacnia
Tak wygląda w moim przekonaniu pierwsza strona medalu zwanego adekwatną odpowiedzialnością. Dotyczy ona brania odpowiedzialności za siebie. Jest też i druga dotycząca odpowiedzialności za innych. Już w samym tym sformułowaniu – „odpowiedzialność za innych” kryje się nieadekwatność. Odpowiedzialność za innego dorosłego? Za dziecko, zwierzę, osobę ubezwłasnowolnioną, niepełnosprawną intelektualnie – tak, ale za innego względnie zdrowego dorosłego? Odpowiedzialność WOBEC innych – to rozumiem. Troska o emocje naszych partnerów, odpowiedzialność za to co robię i mówię oraz jak może to wpływać na innych, przewidywanie skutków swoich działań, dotrzymywanie obietnic, solidne wykonywanie obowiązków, rozpoznawanie granic swojej wolności w odniesieniu do praw drugiej osoby – absolutnie. Ale poczucie bycia odpowiedzialnym ZA czyjeś szczęście, uczucia, myśli, reakcje; wyręczanie, chronienie przed konsekwencjami itp. to objawy wypaczonego obrazu odpowiedzialności. Więcej – w moim przekonaniu to reakcje świadczące o fałszywym rozumieniu miłości czy lojalności. Pozbawianie drugiego dorosłego człowieka odpowiedzialności za swoje życie, wybory, reakcje tak naprawdę krzywdzi i upośledza. Jestem zdania, że prawdziwym aktem miłości i współczucia jest uznanie, że tak jak i my odpowiadamy za siebie, tak on/ona także. Przyjmijmy, że nasze pole odpowiedzialności ma granice. Co za ulga! Czy to oznacza, że nie jesteś odpowiedzialna za to, że Twojemu partnerowi jest przykro, kiedy chcesz się spotkać z dawną niewidzianą przyjaciółką? Nie, nie jesteś. Czy to oznacza, że nie jesteś odpowiedzialny za to, że Twoja partnerka jest zazdrosna o koleżankę z pracy, choć Ty nie dajesz jej powodów do zazdrości? Nie, nie jesteś. Czy to oznacza, że nie jesteś odpowiedzialna za to, żeby ratować synowi to i owo, kiedy po raz kolejny narobił sobie kłopotów? Nie, nie jesteś. Czy to oznacza, że nie jesteś odpowiedzialny za to, że Twojej mamie jest przykro, bo w wieku 30 lat wyprowadziłeś się z domu? Nie, nie jesteś. Pozwólmy innym iść własną droga, robić rzeczy po swojemu, czuć po swojemu i myśleć po swojemu. Oczekujmy tych samych praw dla siebie. Oddajmy innym ich własne konsekwencje dokonywanych przez nich wyborów. Sami weźmy na siebie własne. Po prostu „żyjmy i dajmy żyć innym”. Ot co.