Czy wszystko trzeba przegadać?

Pracowałam kiedyś z parą. Pani nadajmy imię Monika. Panu – Witold. Inicjatorem rozpoczęcia terapii była Pani. Za cel podała: „żebyśmy nauczyli się wreszcie ze sobą rozmawiać”. Pytanie o to „po czym by Pani poznała, że się tego nauczyliście?” zostawiłam na później. Zaczęłam od tego „co z tego, że będą umieli ze sobą rozmawiać ma wynikać?.” „W końcu byśmy się dogadali. Porozumieli.” – odpowiedziała Pani. „W jakiej sprawie na przykład?” – zapytałam. „W każdej” – padła odpowiedź z ust pani Moniki. „Bo mój mąż nie rozmawia. Nie wiem, nie chce?, nie potrzebuje?, nie umie? Ale nie rozmawia. A przecież zgodzi się Pani, że rozmowa jest podstawą związku?” – padło w moim kierunku. Pan, w istocie, do tej pory nie powiedział ani słowa. Zapytałam czy chciałby się odnieść do słów żony. „Sam nie wiem, wie Pani? – zaczął. „Moja żona chce rozmawiać o wszystkim. I ok. Jeśli ona ma taką potrzebę to w porządku. Ja mogę słuchać. Ale ona nie tylko chce mówić. Ona też chce wiedzieć. Więc mnie o wszystko wypytuje. Jak w pracy? Dlaczego nic nie mówię? Ja nie mam potrzeby paplać o wszystkim na prawo i lewo. Każda nasza kłótnia kończy się serią rozmów. Ja nie mam na to siły. Czy naprawdę trzeba rozkładać na czworo każdą moją minę lub fakt, że od godziny czytam gazetę bez słowa? Czy naprawdę wszystko trzeba przegadać?”.

Nie da się ukryć, że psychologowie i psychoterapeuci w rozmowie pokładają duże nadzieje. Niektórzy nawet się śmieją, że jeśli pójdzie się do psychologa to ten na bank zaleci: „proszę o tym ze sobą porozmawiać”. Czy psychoterapeuci więc są zdania, że rozmowa jest panaceum na wszystko? Czy według nich, cytując mojego pacjenta Witka, „wszystko da się przegadać”?

Otóż nie. Takie jest moje zdanie i przynajmniej jeszcze kilku psychoterapeutów jakich znam lub czytuję. Rzeczywiście, obserwuję takie przekonanie, zarówno u niektórych psychoterapeutów, jak i ich pacjentów, że rozmowa ma nieograniczone moce i prowadzi do samego dobra. Trzeba tylko nauczyć się to robić. Moim zdaniem nie istnieje coś takiego jak panaceum na wszystko, choć chcielibyśmy w swym dziecięcym pragnieniu dostać receptę na szczęśliwy związek i udane życie. Rozmowa, choć z założenia może wiele, też ma swoje ograniczenia.

Po pierwsze rozmowa nie zawsze jest skutecznym sposobem na rozwiązanie jakiegoś problemu w związku. Są przecież takie problemy czy różnice zdań, których przeskoczyć czy przegadać się nie da. Czasem jedynym możliwym i najlepszym rozwiązaniem jest zgodzić się na to, że w jakiejś sprawie nie dojdziemy do porozumienia. Np. John Gottman (amerykański terapeuta par) uważa, że blisko 70 % konfliktów w związku jest właściwie nierozwiązywalnych. Tę nadzieję, że rozmową da się wszystko załatwić, żywią często moi pacjenci. Przychodząc na wspólną terapię wierzą, że rozmawiając ze sobą ze wszystkim sobie poradzą. Oczywiście, podjęcie rozmowy z reguły bywa pomocne i korzystne, ale radzę porzucić nadzieję, że rozmowa ma zawsze moc czarodziejskiej różdżki.

Po drugie, nie z każdym można porozmawiać. W tym miejscu przypomina mi się moja dawna pacjentka Renata. Renata od lat żyła w przemocowym związku. Ale głęboko wierzyła w to, że „jej mąż jest dobrym, ale bardzo skrzywdzonym człowiekiem”, stąd jego zachowanie. Moja pacjentka usiłowała rozmawiać z nim na różne sposoby, żywiąc głębokie przekonanie, że „w końcu coś do niego dotrze, przecież nikt nie jest niereformowalny.” Choć ogromnie wierzę w ludzki rozwój i transformację (inaczej pewnie musiałabym zmienić zawód), to uważam, że nie każdy jest na rozmowę i to co z niej wynika gotowy. Nie trzeba być w relacji przemocowej, by przekonać się, że z niektórymi osobami rozmawia się trudniej. Do nich należą np. osoby introwertyczne, czyli takie, które bardziej koncentrują się na swoim świecie wewnętrznym, niż tym co na zewnątrz. Introwertycy często (choć nie musi być to regułą) zamiast rozmawiać (lub zanim porozmawiają) potrzebują pobyć ze swoimi myślami i przeżyciami sami. Zmuszanie ich do rozmowy jawi się im nierzadko jako nękanie.

Po trzecie, są tematy, których forsowanie jest moim zdaniem niepotrzebne. Do nich należą np.: niekończąca się rozmowa na temat rodziny pochodzenia, byłych partnerów, przeszłych doświadczeń seksualnych. Nie uważam też za potrzebne mówienie tzw. prawdy, kiedy z jej ujawnienia nic nie może wyniknąć. A na pewno nic dobrego. Przypomina mi się pacjentka, której matka powiedziała, że chciała ją abortować. Lub inny pacjent, który odchodząc od żony powiedział  przy pożegnaniu, że nigdy jej nie kochał. Jednym z zaleceń podczas psychoterapii bywa rozmowa z najbliższymi. Np. z rodzicami, o tym w jaki sposób nas zranili. Oczywiście, czasem z niego korzystam, ale uważam, iż bywa ono nadużywane. Zgadzam się z psychoterapeutką Agnieszką Iwaszkiewicz (Wysokie obcasy extra, czerwiec 2017), iż „Czasem zamiast o tym rozmawiać, trzeba swoje uczucia przepracować i zaakceptować to, że mama ma swoją perspektywę wspólnej przeszłości i raczej mało prawdopodobne, że zdanie zmieni. Dorosły może sobie poradzić z trudnym dzieciństwem inaczej, niż dzięki rozmowie z rodzicami (…)”. Jestem zdania, że niepotrzebne jest również poruszanie tematów, o których wiemy, iż są dla kogoś bolesne, a on sam nie zgłasza chęci rozmowy na ten temat. Szczególnie, jeśli to nas nie dotyczy. Moja znajoma, świeżo upieczona psycholożka, miała taką tendencję, że konfrontowała wszystkich wokół z tym co uznawała za ważne, by jej rozmówcy sobie uświadomili. Dla ich tzw. dobra. Ja to z kolei widziałam jako, po pierwsze, pomieszanie ról (i właściwie jej nadużywanie), po drugie jako zupełny brak szacunku dla nieświadomości i milczenia rozmówcy, a po trzecie, za działanie nie na rzecz innych, ale na rzecz siebie. Być może moja znajoma potrzebowała tego, by poczuć się mądra? Lub też po to, aby czuć się lepsza? Możemy przytaczać różne hipotezy. W każdym razie – po coś to robiła. I tu poruszamy kolejny ważki temat przy okazji mówienia o ograniczeniach rozmowy, a mianowicie temat motywacji do jej podjęcia.

Rozmawiać zdecydowanie warto. Ale bardzo ważne jest, abyśmy wiedzieli po co to robimy. Czasem wydaje się nam, że zachęcamy partnera do rozmowy, żeby rozwiązać jakiś problem lub się porozumieć. A tak naprawdę rozmowa służy nam głównie po to, aby wylać swoje pretensje i żale, zaatakować, zranić.
Czasami używamy rozmowy do manipulacji czy szantażu emocjonalnego. Jedna moja klientka, kiedy zachęcany do rozmowy partner nie chciał jej podejmować, wykrzykiwała mu: „W takim razie następnym razem nie mów mi, że zrobiłeś wszystko, żeby się dogadać!”.
Propozycja rozmowy (szczególnie kolejnej i kolejnej na ten sam temat) bywa też niezgodą na to, co się słyszy. Jeden z moich pacjentów jeszcze w długi czas po zdradzie żony wracał do tego tematu. Wciąż pytał ją „dlaczego”, choć ona wielokrotnie mu odpowiadała. To mu nie wystarczało. W ciągu naszej pracy mój pacjent uświadomił sobie z czego wynika ta potrzeba rozmawiania. Tak naprawdę nie miał zgody na to co słyszy. Miał swoje wytłumaczenie zaistniałej sytuacji, a ponieważ żona jej nie potwierdzała – ciągle drążył. Miał poczucie, że jeszcze się w  tej sprawie nie dogadali.
Inny powód, dla którego podejmujemy rozmowę to próba zmiany partnera. Bez przerwy chcemy rozmawiać o tym, że partner kolejny rok z rzędu nie rzucił palenia (choć nigdy nie mówił, że ma taki zamiar, a my poznaliśmy go jako palacza) lub nadal nie chodzi z nami do teatru i liczymy na to, że kolejna rozmowa coś zmieni.
Bywa, że domagamy się rozmowy z lęku. Jak mówi Agnieszka Iwaszkiewicz: „’Rozmawiaj ze mną’ może oznaczać ‘bądź ze mną w kontakcie’. Bo jak jesteś wycofany, to ja się czuję opuszczony/a i tracę poczucie bezpieczeństwa. Lub kiedy partner milczy, u drugiego pojawia się poczucie odpowiedzialności za ten stan, więc próbuje zacząć rozmowę, w wyniku której ma poczuć, że nie jest źródłem przygnębienia czy zmartwienia partnera. I w ten sposób poradzić sobie z własnym, nieadekwatnym poczuciem winy. Może być jeszcze tak, że za tym ‘opowiedz mi, co się z tobą dzieje’ kryje się chęć przerwania nieprzyjemnego stanu bliskiej osoby. ‘Powiesz mi co czujesz to ci ulży i przejdzie. No już, skończ z tym smutkiem!(…) Bo JA to ciężko znoszę.’”
W każdym z powyższych przypadków idea rozmowy jest używana do radzenia sobie z własnymi uczuciami. Nie ma więc tych walorów, które powinna mieć rozmowa: bycia w prawdziwym kontakcie, tworzenia więzi i bliskości, pomocy, wsparcia, porozumienia. Jestem zdania, że wtedy odmówienie rozmowy nie jest ucieczką, brakiem odwagi, brakiem umiejętności, zaprzeczeniem czy wyparciem, ale chęcią ochrony siebie, postawieniem zdrowych granic, odmową poddania się naciskowi, ewentualnie dojrzałą decyzją, że kolejna rozmowa już nic nie wniesie.

Jeśli nie rozmowa to co?

Są pary, dla których rozmowa jest podstawą ich relacji. Tzw. gadanie o wszystkim, ciągła wymiana myśli, emocji i wrażeń, intelektualne porozumienie stanowią fundament ich związku. Nie ma w tym nic złego. Przeciwnie, uważam, że to bardzo cenne. Chodzi jedynie o to, „aby nie robić z rozmowy przymusu, żeby dopuścić możliwość, że jak się czegoś na bieżąco nie przegada, to nie oznacza, że związek się sypie, zbierają się złogi, w ogóle jest fatalnie” – Agnieszka Iwaszkiewicz. Poznałam kiedyś pewną parę podczas jednego z wakacyjnych wyjazdów. Nie rozmawiali ze sobą dużo. Moja znajoma przyglądając się im któregoś wieczoru szepnęła do mnie: „ To się nazywa martwy związek”. A ja to zobaczyłam inaczej. Miałam wrażenie, że mimo braku wymiany werbalnej dzieje się między nimi dużo. Czuło się jakiś rodzaj więzi, bliskości, intymności, jakiejś pozawerbalnej wymiany. Są przecież pary, które porozumiewają się ze sobą innymi kanałami, niż słowa. Zapominamy, że komunikować się ze sobą nie oznacza tylko mówić do siebie. Komunikatem jest WSZYSTKO. Jego brak (np. nieudzielenie odpowiedzi, nieodpowiedzenie na prośbę, niepodanie ręki na przywitanie, etc) też daje jakiś przekaz. Porozumiewamy się ze sobą za pomocą mimiki, spojrzenia, tonu głosu, gestów, zachowania, dotyku, seksu.
Miałam kiedyś pacjentkę, która miała pretensje do partnera, że nie potrafi jej pewnych rzeczy powiedzieć. Np. prawie nie mówił, że ją kocha. Raczej też nie przepraszał. Zapytałam ją czy czuje się kochana. Odpowiedziała, że tak, ponieważ wie jak jej partner okazuje miłość. Byłam ciekawa jak. Dowiedziałam się, że bardzo się o ukochaną troszczy, dużo dla niej robi, kiedy ma ciężki dzień potrafi przygotować jej kolację i kąpiel. „Ale Pani ma niedosyt?” – zapytałam. „Tak, ponieważ on mi tego nie mówi. Ja to wiem, ale czasem chciałabym to usłyszeć. Jak ja mu mówię, że go kocham to on odpowiada ‘ja ciebie też’, ale mi chodzi o to, żeby on to powiedział sam z siebie”. Podobna rzecz miała się z przeprosinami. Partner mojej pacjentki rzadko używał słowa „przepraszam”, ale ona doskonale wiedziała, kiedy on miał takie intencje. Przychodził i się przytulał.
Słowa są ważne. Szczególnie niektóre. Warto ich nie żałować, tym bardziej jeśli wiemy jak istotne jest to dla kogoś, z kim żyjemy. Większość z nas potrzebuje co jakiś czas usłyszeć potwierdzenie tego co już wiemy: że jesteśmy kochani, jedyni i niepowtarzalni :) Zachęcam, żeby się tym obdarzać. Ale uznajmy też, że nie każdy ma równą łatwość z wyrażaniem uczuć poprzez słowa, że są inne sposoby, aby dostrzec miłość czy skruchę w czyiś oczach lub gestach. Przytoczę tu słowa mojego znajomego, który akurat wyrażał swoje zdanie o mężczyznach, ale mam poczucie, że zastosowanie jest szersze:): „Faceta poznaje się nie po tym co mówi, ale po tym co robi”.
Kiedy trzeba rozmawiać?

No dobrze. Rozmowa nie jest panaceum na wszystko. Ma swoje ograniczenia. Ale są sytuacje kiedy rozmawiać trzeba. Jakie?

GDY MASZ DZIECI
Jeśli jesteś mamą lub tatą potrzebujesz nauczyć się rozmawiać, ponieważ rozmowa z dziećmi jest koniecznością. Rozmawianie nie tylko kształtuje mowę dziecka, ale też uczy je rozumieć świat, swoje uczucia, zachowania innych. Rozmowa z dzieckiem buduje relację z nim i pokazuje jak ją budować z innymi.
GDY NIE ROZMAWIACIE
Taki paradoks – warto rozmawiać, kiedy nie rozmawiamy. Lub kiedy nasze rozmowy służą jedynie wymianie informacji i ustaleniom kwestii logistyczno-technicznych. W takiej sytuacji rozmowa służy bliskości.
GDY WCIĄŻ UNIKASZ ROZMOWY
Należy rozmawiać, kiedy zauważamy, że nasze nierozmawianie jest związane z niepokojącą motywacją: lękiem przed ujawnieniem czegoś, chęcią zatajenia, unikaniem np. tematów trudnych, wycofaniem ze związku w swój świat. W takiej sytuacji rozmowa sprzyja uczciwości, zaangażowaniu i kształtowaniu więzi.
GDY NIEROZMAWIANIE NIE DZIAŁA
Niektóre pary nie rozmawiają ze sobą dużo, ale mają poczucie, że świetnie się w tym rozumieją. Może być jednak tak, że brak rozmów sprzyja nieporozumieniom. Nie trzeba wszystkiego przegadywać, ale jeśli widzimy, że coś nam zalega i niekorzystnie wpływa na relację – porozmawiać warto. Stara zasada w psychologii mówi: „Jeśli coś nie działa – zmień metodę”. Skoro więc zauważasz, że o czymś nie gadacie i to Wam nie służy – zainicjuj rozmowę.
GDY PARTNER MA POWAŻNE KŁOPOTY
Miałam pacjenta, który przyszedł, ponieważ martwił się o żonę i nie wiedział jak jej pomóc. Żona od prawie roku miała kłopoty w pracy. Przypłaciła to depresją – absolutnym wycofaniem ze wszystkiego poza obowiązkami zawodowymi. Całe dnie przesypiała. Dużo paliła i zaczęła spożywać zwiększone ilości alkoholu. Mocno schudła. Odmawiała współżycia i jakichkolwiek rodzinnych aktywności. Mój pacjent pytał żonę co się dzieje, ale ona nie podejmowała tematu. Prosiła, żeby dał jej spokój. Więc on odpuszczał. Gdy partner od kilku dni wraca z pracy przygnębiony i nie chce na ten temat rozmawiać, bo twierdzi że „to przejściowe kłopoty, z którymi sobie sam poradzi” – można nie siać paniki i poczekać. Ale nie w sytuacji, kiedy widzimy, że partner jest chory, robi sobie krzywdę i nie umie sobie pomóc. W takiej sytuacji rozmowa służy dobrze rozumianej konfrontacji i pomocy.
GDY DZIEJE CI SIĘ KRZYWDA
Nie można milczeć w sytuacji przemocy lub czynnego uzależnienia. Trzeba „dać głos” gdy ktoś przekracza Twoje granice, gdy Cię rani, gdy nie realizuje umowy między Wami, gdy Tobą manipuluje, gdy karze Cię milczeniem, gdy Cię wykorzystuje, nadużywa, oszukuje i w tym podobnych sytuacjach.
TEMATY BAZOWE
Są tematy, których w związku nie unikniesz. Trzeba przegadać to jak mniej więcej wyobrażasz sobie Wasze życie, czy chcesz brać ślub, mieszkać z teściami czy poza miastem, czy chcesz mieć dzieci i jaki styl wychowawczy preferujesz, jak widzisz rolę Waszych rodziców, podział obowiązków, emocjonalną odległość między Wami, kwestię pieniędzy, spędzania świąt itp. I nie są to oczywiście tematy, które „załatwisz” w jednej rozmowie przy kolacji. To rozmowy na całe życie, do prowadzenia których generalnie Was zachęcam. Ale bez naiwnego zakładania, że rozmowa to recepta. Może dużo. Ale nie wszystko.